
tam, gdzie kończy się ruch, zaczyna się obraz
Zanim skupię się na samej fotografii i okolicznościach, w jakich powstała, muszę tytułem wstępu pochylić się nad filmem „Młodość”, popełnionym przez cenionego przeze mnie Paolo Sorrentino. I, mimo że film ten to raczej pokłon, a nawet mógłbym napisać, że swoistego rodzaju hołd oddany w stronę szeroko pojętej filozofii sztuki, to jednak nie jest całkowicie odseparowany od zwykłych śmiertelników, kanonizując jedynie wielkich twórców, dlatego myślę, że każdy, kto zdecyduje się obejrzeć ten film, który z resztą gorąco polecam, dostrzeże w nim coś, co czeka każdego z nas – nomen omen – starość. I, chociaż film przedstawia ten etap w życiu jako olśniewającą wizualnie, pełną sentymentów, emocji, wzruszeń i błyskotliwego humoru opowieść, to jednak wiemy, że niestety nie zawsze tak właśnie wygląda.
Był 4 grudnia 2016 roku i wydaje mi się, że mogło być po 16-tej, choć pewności nie mam. Oczywiście, że dokładną datę i godzinę poznałbym, sprawdzając exif zdjęcia, ale chyba wolę to odtworzyć z pamięci. Byłem wtedy w Estonii, a dokładniej rzecz ujmując, w stolicy tego kraju, Tallinnie. Mimo że był to wyjazd nazwijmy to służbowy, miałem też jeden dzień na tzw. zwiedzanie. Włóczyłem się wtedy po mieście z aparatem w ręku, strzelałem jakieś przypadkowe foty, choć nie przepadam za tego rodzaju fotografią, to jednak jakieś zdjęcia z wyjazdu do domu przywieźć chciałem. Co jakiś czas wchodziłem do przypadkowo spotkanych kawiarni napić się czegoś ciepłego, bo pamiętam, było wtedy bardzo zimno. I właśnie, kiedy tak sobie siedziałem w kolejnej odwiedzonej już przeze mnie tego dnia kawiarni, gdzieś na wzgórzu Toompea, kiedy piłem sobie moje ulubione flat white i patrzyłem za okno, jak powoli zapada zmrok, zobaczyłem tą starszą panią, siedzącą nieruchomo na schodach przed wejściem do domu. Ależ to byłby kadr, pomyślałem, ale zanim wyjdę z kawiarni i podbiegnę w to miejsce, pani pewnie zdąży już siedem razy wejść do domu. Jednak mijały minuty, a kobieta nie tylko ciągle siedziała w bezruchu, ale też wpatrywała się w coś, czego z kawiarni nie mogłem dostrzec. Idę! Najwyżej się nie uda, albo mnie przegoni. Szybko uregulowałem rachunek, ubrałem się, wziąłem aparat do ręki i ruszyłem w jej kierunku. Zbliżając się, zauważyłem, że kobieta wpatruje się w oddalonego o kilkadziesiąt metrów dalej malarza, który rozstawił sztalugi przy murach i uwieczniał na płótnie jakiś gotycki kościół. Poza nimi ulica była właściwie pusta, robiło się ciemno, a przy tym, jak wspomniałem wcześniej, było strasznie zimno. Mimo że zbliżyłem się do niej na zauważalną odległość, kobieta nawet nie drgnęła, nadal patrzyła nieruchomo przed siebie, jakby chciała dostrzec, nad czym artysta pracuje. Musiałem podejść bliżej, miałem przy sobie jedynie obiektyw Sigma 17-50, a nie chciałem zbyt szeroko kadrować. Zatrzymałem się, zmierzyłem światło, wstępnie ustawiłem parametry ekspozycji i delikatnie trzymając aparat przy oku, zbliżałem się w stronę staruszki. Nie zauważyła mnie. Kiedy byłem już naprawdę blisko, strzeliłem zdjęcie, a potem jeszcze dwa. Nawet, jeśli nie zauważyła mnie wcześniej, to na pewno dźwięk wyzwalanej migawki był na tyle głośny, że musiała go usłyszeć. Jednak nie zareagowała. Opuściłem aparat i oddaliłem się na bezpieczną odległość.
Wracając do hotelu, zastanawiałem się, czy kobieta nie była przypadkiem głuchoniema, a może po prostu była pochłonięta zapomnianą sztuką kontemplacji i zwyczajnie nie zwracała uwagi na przypadkowego ziomka z aparatem w ręku, choć tak naprawdę powodów może być znacznie więcej, jednak tego nie dowiem się nigdy i pozostanie to jedynie w sferze niedopowiedzenia, co, moim zdaniem, jedynie podkreśla mistyczność tego zdjęcia i pozostawia jedynie trzy kropki w końcowej fazie interpretacji.
Mimo że początkowo nawiązałem do „Młodości” Sorrentino, to tak naprawdę, kiedy zobaczyłem tą starszą panią, siedzącą na schodach, której wzrok nieruchomo skierowany był w stronę oddalonego o jakieś 150 metrów malarza, pochylonego nad swoim jeszcze niedokończonym dziełem rozstawionym na sztalugach, przypomniała mi się chyba najpiękniejsza, przeczytana przeze mnie powieść o miłości i innych ponadczasowych wartościach, o których tak często dziś już zapominamy. Chodzi oczywiście o „Spóźnionych kochanków”, Williama Whartona. Od razu zaznaczę, że nigdy nie kręciły mnie romansidła, ale będąc jeszcze młodym, pełnym ideałów, ale przede wszystkim szukającym swojej drogi uczniem liceum, czytałem sporo, nie będę pisał, że zawsze były to ambitne rzeczy, bo tak nie było, ale pamiętam, że ta właśnie książka, wtedy (podkreślam, wtedy) niezaprzeczalnie odcisnęła piętno na mojej nieco zmąconej, nastoletniej psychice. Myślę, że na tyle mocno, że, mimo że od czasu, kiedy ją przeczytałem do momentu, kiedy zrobiłem to zdjęcie, minęło naprawdę sporo czasu, to jednak niemal pusta ulica, na której widziałem tylko tych dwoje, od razu nasunęły mi się myśli związane z tą powieścią. Początkowo, nawet próbowałem zmieścić w kadrze również i malarza, ale niestety byłoby to możliwe tylko, kiedy ustawiłbym się za plecami tej starszej pani.
Oczywiście, moja interpretacja była zapewne przesadzona, jestem prawie pewny, że ci dwoje nawet się nie znali, ale dla mnie historia, którą pamiętałem jeszcze z czasów szkoły średniej, była idealną inspiracją na kadr.
Before I focus on the photograph itself and the circumstances under which it was taken, I must begin by reflecting on the film Youth, directed by the highly esteemed Paolo Sorrentino. Although this film is more of a bow or, I might even say, a unique tribute to the broadly defined philosophy of art, it is not entirely detached from ordinary mortals by canonizing only great creators. Therefore, I believe that anyone who decides to watch this film, which I highly recommend by the way, will see in it something that awaits every single one of us: nomen omen, old age. And though the movie presents this stage of life as a visually dazzling narrative filled with sentiment, emotion, poignancy, and brilliant humor, we know that unfortunately, this is not always what it looks like.
It was December 4, 2016, and I think it might have been after 4 PM, though I cannot be certain. Of course, I could find out the exact date and time by checking the image’s EXIF data, but I think I prefer to reconstruct it from memory. I was in Estonia at the time more specifically, in its capital, Tallinn. Even though it was a business trip, so to speak, I also had one day for sightseeing. I was wandering around the city with my camera in hand, snapping random shots. Although I am not particularly fond of this type of photography, I still wanted to bring some pictures back home. Every now and then, I would step into a random café to have a warm drink because, as I recall, it was bitterly cold that day.
And just as I was sitting in yet another café I visited that day, somewhere on Toompea Hill, sipping my favorite flat white and watching the dusk slowly fall outside the window, I spotted this elderly lady. She was sitting motionless on the steps in front of a house entrance. What a frame that would make, I thought, but by the time I leave the café and run over there, she will probably have gone inside seven times over. Yet minutes passed, and the woman not only remained completely still, but was also staring intently at something I couldn’t see from the café. I’m going! At worst, it won’t work out, or she’ll chase me away. I quickly settled the bill, put on my clothes, grabbed my camera, and headed toward her.
As I drew closer, I noticed that the woman was staring at a painter a few dozen meters away, who had set up his easel by the walls and was capturing a Gothic church on canvas. Aside from them, the street was virtually empty. It was getting dark, and as I mentioned before, it was freezing. Even though I approached within a noticeable distance, the woman didn’t even flinch; she kept staring blankly ahead, as if trying to see what the artist was working on. I had to get closer I only had a Sigma 17-50mm lens with me and didn’t want the framing to be too wide. I stopped, metered the light, pre-set the exposure parameters, and, gently holding the camera to my eye, moved toward the old lady. She didn’t notice me. When I was really close, I snapped a picture, and then two more. Even if she hadn’t noticed me before, the sound of the shutter release was certainly loud enough that she must have heard it. Yet, she didn’t react. I lowered my camera and walked away to a safe distance.
Walking back to the hotel, I wondered if the woman happened to be deaf-mute, or perhaps she was simply absorbed in the forgotten art of contemplation and just didn’t care about a random guy with a camera. Realistically, there could be many more reasons, but I will never know, and it will remain forever in the realm of understatement which, in my opinion, only enhances the mysticism of this photo and leaves an ellipsis at the final stage of interpretation.
Although I initially referenced Sorrentino’s Youth, the truth is that when I saw that elderly lady sitting on the steps, her gaze fixed immovably on the painter about 150 meters away, hunched over his unfinished work on the easel, it reminded me of perhaps the most beautiful novel I have ever read about love and other timeless values that we so often forget today. I am talking, of course, about William Wharton’s Last Lovers. Let me state right away that I was never into romance novels, but back when I was a young high school student, full of ideals but above all looking for my path, I read quite a lot. I won’t claim it was always ambitious literature, because it wasn’t, but I remember that this specific book, back then (and I emphasize, back then), undeniably left a mark on my somewhat troubled teenage psyche. I think it did so deeply enough that, even though a lot of time had passed between when I read it and when I took this picture, the nearly empty street where I could only see the two of them instantly brought thoughts of that novel to mind. Initially, I even tried to fit the painter into the frame as well, but unfortunately, that would only have been possible if I had positioned myself behind the elderly lady’s back. Of course, my interpretation was likely exaggerated, and I am almost certain the two didn’t even know each other, but for me, the story I remembered from high school was the perfect inspiration for a frame.
