⇞Aksjomat Przestrzeni i Światła⇞
Co dwumiesięczny cykl, który pokazuje mój świat widziany przez wizjer aparatu fotograficznego, a którego konsekwencją są powstałe eseje fotograficzne. Bywają niebanalne, zaskakujące, podobno nawet czasami zmuszające do myślenia, ale też i luźne, bez „artystycznej’ spiny i ciśnienia, choć nie ukrywam, że zawsze moją ambicją jest ukazanie najzwyklejszych momentów życia jako sztuki. Inspirację czerpię z różnych form sztuki – malarstwa, filmu, książek, które zawsze kreują pewien obraz przestrzeni w mojej głowie, który później staram się przenieść na zdjęcie, bo fotografia służy mi do przekazywania mojej filozofii życia. Oczywiście, czasem będą to truistyczne, niewyszukane wizje, bo trudno sfotografować kubek z poranną kawą tak, aby powstało z tego dzieło sztuki. I mimo że uważam, że w obecnym świecie skupia się zbyt dużą uwagę na inklinacje technologiczne, kosztem walorów estetycznych, czego przykładem jest Internet, który zalany jest idealnie oświetlonymi, wyostrzonymi jak żyleta fotografiami, które oglądamy i nawet jeśli chwilowo budzą zachwyt, szybko ulatują z naszej głowy i nigdy potem nie wracamy do nich myślami – co raczej mi się nie podoba i uważam to za nieporozumienie, to jednak w tym cyklu też raczej na wielki przewrót nie ma co liczyć, ale jeśli jakieś zdjęcie utkwi Wam w pamięci, albo wzbudzi jakieś emocje, to będę mile zaskoczony. Chodzi tu raczej o wcielenie w życie szeroko pojętej ideologii: “making ideas happen” i na tym właśnie chcę się skupić. Zamieszczone zdjęcia wykonane były zawsze w miesiącu, któremu poświęcony jest dany cykl, i pokazują co (nie)ciekawego wydarzyło się u mnie w czasie tego miesiąca, a nie załapało na osobny post: imprezy, koncerty, spotkania, sesje, ludzie, portrety, zwierzęta, przedmioty, kawa, a może i tosty francuskie, ale przede wszystkim codzienność, może momentami nudna, może schematyczna, ale prawdziwa, bo codzienność nie zawsze bywa ekscytująca.
Listopad i grudzień są w kalendarzu fotografa miesiącami granicznymi. To czas, gdy światło – mój nieodmienny fetysz poznawczy – zaczyna zachowywać się jak zasób reglamentowany. Dni skracają się w sposób bezlitosny, słońce wykonuje niskie, niemal nieśmiałe parabole nad horyzontem, a złota godzina trwa krócej niż przeciętna przerwa kawowa. Dla kogoś, kto hołduje fotografii opartej na świetle zastanym (available light, bez tego brzmiałoby zbyt ascetycznie), jest to moment nie tyle kryzysu, co intelektualnego sprawdzianu.
Jesień przechodząca w zimę nie oferuje nadmiaru wizualnych bodźców. Przeciwnie, narzuca estetykę redukcji. Paleta barw ulega ochłodzeniu, kontrasty miękną, a przestrzeń zaczyna funkcjonować w trybie półcienia. Paradoksalnie, właśnie w tej wizualnej ascezie odnajduję największy potencjał narracyjny. Światło staje się rzadkie, a przez to cenniejsze. Każdy prześwit między chmurami, każde odbicie na mokrym asfalcie, każda smuga słońca wpadająca przez okno kuchni urasta do rangi mikrowydarzenia optycznego.
Listopad i grudzień uczą uważności. Fotograf przestaje polować na spektakularność, zaczyna natomiast praktykować kontemplację. To czas, gdy aparat częściej bywa narzędziem zapisu niż ekspresji, a kadr przypomina przypis w eseju o przemijaniu. Nie ma tu miejsca na efekciarstwo, jest za to sporo ciszy, wizualnego pauzowania i świadomego niedopowiedzenia.
Choć zima ostatnich lat bywa raczej konceptualna niż meteorologiczna, również tym razem nie obyło się bez klasycznego epizodu śnieżnego. Pojawił się pod koniec listopada, jak gość z dawnych lat: bez zapowiedzi, na krótko, ale wystarczająco intensywnie, by wywrócić codzienną logistykę i przywrócić dziecięcą euforię. Śnieg nawet efemeryczny jest dla fotografa zjawiskiem niemal laboratoryjnym. Zmienia akustykę przestrzeni, upraszcza formy, homogenizuje tło. Działa jak naturalny dyfuzor, wygładzając kontrasty i przywracając światu wizualną spójność.
Były sanki. Był śmiech. Było to osobliwe poczucie, że uczestniczymy w czymś, co nie tyle się wydarza, co raczej przydarza. Aparat, choć obecny, schodził na drugi plan, bo są takie momenty, gdy doświadczenie wygrywa z dokumentacją. A jednak kilka kadrów powstało. Niedoskonałych, poruszonych, zbyt ciemnych. I właśnie dlatego prawdziwych.
Grudzień natomiast wprowadza do tego równania element rytuału. Święta, które z fotograficznego punktu widzenia bywają pułapką banału, w rzeczywistości oferują znacznie więcej, jeśli spojrzeć na nie przez pryzmat relacji i czasu. Szczególnym punktem były jasełka w przedszkolu Zojki, wydarzenie z pogranicza teatru absurdu i antropologicznego studium wspólnoty. Brałem w nich udział nie tylko jako obserwator, ale również jako uczestnik, co automatycznie przesunęło perspektywę z estetycznej na egzystencjalną.
Jasełka to fenomen. Minimalna scenografia, światło z korytarza, improwizowane kostiumy i dzieci, które nie uznają konwencji narracyjnej. A jednak to właśnie tam pojawia się autentyczność, której próżno szukać w dopracowanych inscenizacjach. Fotografowanie takich chwil wymaga rezygnacji z perfekcjonizmu technicznego na rzecz empatii i refleksu. Tu nie liczy się idealna ekspozycja, a moment, który za sekundę przestanie istnieć.
Te dwa miesiące były więc nie tyle fotograficznie obfite, co intelektualnie gęste. Mniej kilometrów przejechanych na rowerze, mniej dalekich podróży, więcej lokalności i codzienności. Przestrzeń zawęziła się, ale jednocześnie zagęściła znaczeniowo. To dobry czas na porządkowanie archiwów, rewizję własnych metod pracy i zadawanie sobie pytań o sens dalszego fotografowania w świecie przesyconym obrazem.
Kolejny aksjomat ukaże się 1 marca. To data symboliczna, nie dlatego, że wiosna już wtedy eksploduje, ale dlatego, że będzie wyraźnie blisko. Światło zacznie wracać, dni się wydłużą, a przestrzeń ponownie otworzy się na ruch. Rower wyjdzie z zimowej hibernacji, a fotografia znów stanie się wędrówką, nie tylko zapisem.
Do tego czasu pozostaje praktykować cierpliwość. I pamiętać, że światło, nawet w najkrótszy dzień roku, nigdy nie znika całkowicie. Czasem po prostu trzeba nauczyć się je dostrzegać.
Peace!




































































