Aksjomat Przestrzeni i Światła #May/Jun’26

⇞Aksjomat Przestrzeni i Światła⇞
Co dwumiesięczny cykl, który pokazuje mój świat widziany przez wizjer aparatu fotograficznego, a którego konsekwencją są powstałe eseje fotograficzne. Bywają niebanalne, zaskakujące, podobno nawet czasami zmuszające do myślenia, ale też i luźne, bez „artystycznej’ spiny i ciśnienia, choć nie ukrywam, że zawsze moją ambicją jest ukazanie najzwyklejszych momentów życia jako sztuki. Inspirację czerpię z różnych form sztuki – malarstwa, filmu, książek, które zawsze kreują pewien obraz przestrzeni w mojej głowie, który później staram się przenieść na zdjęcie, bo fotografia służy mi do przekazywania mojej filozofii życia. Oczywiście, czasem będą to truistyczne, niewyszukane wizje, bo trudno sfotografować kubek z poranną kawą tak, aby powstało z tego dzieło sztuki. I mimo że uważam, że w obecnym świecie skupia się zbyt dużą uwagę na inklinacje technologiczne, kosztem walorów estetycznych, czego przykładem jest Internet, który zalany jest idealnie oświetlonymi, wyostrzonymi jak żyleta fotografiami, które oglądamy i nawet jeśli chwilowo budzą zachwyt, szybko ulatują z naszej głowy i nigdy potem nie wracamy do nich myślami – co raczej mi się nie podoba i uważam to za nieporozumienie, to jednak w tym cyklu też raczej na wielki przewrót nie ma co liczyć, ale jeśli jakieś zdjęcie utkwi Wam w pamięci, albo wzbudzi jakieś emocje, to będę mile zaskoczony. Chodzi tu raczej o wcielenie w życie szeroko pojętej ideologii: “making ideas happen” i na tym właśnie chcę się skupić. Zamieszczone zdjęcia wykonane były zawsze w miesiącu, któremu poświęcony jest dany cykl, i pokazują co (nie)ciekawego wydarzyło się u mnie w czasie tego miesiąca, a nie załapało na osobny post: imprezy, koncerty, spotkania, sesje, ludzie, portrety, zwierzęta, przedmioty, kawa, a może i tosty francuskie, ale przede wszystkim codzienność, może momentami nudna, może schematyczna, ale prawdziwa, bo codzienność nie zawsze bywa ekscytująca.

Na tegoroczną wiosnę czekałem wyjątkowo długo. Przez wiele tygodni sprawiała wrażenie, jakby nie mogła zdecydować, czy rzeczywiście chce już przejąć władzę nad krajobrazem. Tym większą satysfakcję przyniósł moment, gdy dni wreszcie się wydłużyły, drzewa eksplodowały zielenią, a światło ponownie stało się głównym bohaterem każdego fotograficznego spaceru. Właśnie wtedy aparat przestaje być narzędziem dokumentacji, a staje się pretekstem do uważniejszego patrzenia.

Maj oznacza dla mnie również symboliczny początek sezonu podróżniczego. Pierwszy wyjazd busem po zimowej przerwie ma w sobie coś z małego rytuału. To przypomnienie, że wolność nie zawsze wymaga dalekich kierunków, czasem wystarczy poranna kawa przed otwartymi drzwiami samochodu i świadomość, że plan dnia wyznacza wyłącznie światło.

Do tego wróciły dłuższe wycieczki rowerowe. Rower pozostaje moim ulubionym sposobem poznawania świata, wystarczająco szybkim, by odkrywać nowe miejsca, i jednocześnie na tyle powolnym, by dostrzegać detale. To właśnie podczas takich tras najczęściej trafiam na kadry, których nie da się zaplanować. Fotografia od zawsze bardziej lubi przypadek niż perfekcyjnie przygotowany scenariusz.

Minione dwa miesiące przyniosły również jedno z najważniejszych wydarzeń w mojej fotograficznej przygodzie, wystawę w Kopalni Ignacy. Widok własnych zdjęć na ścianach galerii był ogromnym przeżyciem, ale jeszcze większym okazała się obecność ludzi. Ponad sto osób na wernisażu przypomniało mi, że fotografia nie kończy się w momencie naciśnięcia spustu migawki. Zaczyna żyć dopiero wtedy, gdy staje się pretekstem do spotkań, rozmów i wspólnych emocji.

Czerwiec przyniósł także wydarzenie znacznie bardziej osobiste. Po pięciu latach Zojka zakończyła przedszkole. Trudno uwierzyć, jak szybko codzienność zamienia się we wspomnienia. Fotografie sprzed kilku lat pokazują nie tylko, jak zmieniło się dziecko, ale również jak bardzo zmienił się jego tata.

Na szczęście każde zakończenie otwiera nowy rozdział. Razem z ostatnim dniem przedszkola przyszły wakacje, czas podróży, rowerowych kilometrów i kolejnych historii zapisanych światłem.

Bo jeśli ostatnie dwa miesiące czegoś mnie nauczyły, to przede wszystkim tego, że fotografia najlepiej rozwija się równolegle z życiem. Im więcej w nim drogi, ludzi i autentycznych emocji, tym mniej trzeba szukać niezwykłości. Ona zazwyczaj już tam jest.

Peace!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze