⇞Aksjomat Przestrzeni i Światła⇞
Co dwumiesięczny cykl, który pokazuje mój świat widziany przez wizjer aparatu fotograficznego, a którego konsekwencją są powstałe eseje fotograficzne. Bywają niebanalne, zaskakujące, podobno nawet czasami zmuszające do myślenia, ale też i luźne, bez „artystycznej’ spiny i ciśnienia, choć nie ukrywam, że zawsze moją ambicją jest ukazanie najzwyklejszych momentów życia jako sztuki. Inspirację czerpię z różnych form sztuki – malarstwa, filmu, książek, które zawsze kreują pewien obraz przestrzeni w mojej głowie, który później staram się przenieść na zdjęcie, bo fotografia służy mi do przekazywania mojej filozofii życia. Oczywiście, czasem będą to truistyczne, niewyszukane wizje, bo trudno sfotografować kubek z poranną kawą tak, aby powstało z tego dzieło sztuki. I mimo że uważam, że w obecnym świecie skupia się zbyt dużą uwagę na inklinacje technologiczne, kosztem walorów estetycznych, czego przykładem jest Internet, który zalany jest idealnie oświetlonymi, wyostrzonymi jak żyleta fotografiami, które oglądamy i nawet jeśli chwilowo budzą zachwyt, szybko ulatują z naszej głowy i nigdy potem nie wracamy do nich myślami – co raczej mi się nie podoba i uważam to za nieporozumienie, to jednak w tym cyklu też raczej na wielki przewrót nie ma co liczyć, ale jeśli jakieś zdjęcie utkwi Wam w pamięci, albo wzbudzi jakieś emocje, to będę mile zaskoczony. Chodzi tu raczej o wcielenie w życie szeroko pojętej ideologii: “making ideas happen” i na tym właśnie chcę się skupić. Zamieszczone zdjęcia wykonane były zawsze w miesiącu, któremu poświęcony jest dany cykl, i pokazują co (nie)ciekawego wydarzyło się u mnie w czasie tego miesiąca, a nie załapało na osobny post: imprezy, koncerty, spotkania, sesje, ludzie, portrety, zwierzęta, przedmioty, kawa, a może i tosty francuskie, ale przede wszystkim codzienność, może momentami nudna, może schematyczna, ale prawdziwa, bo codzienność nie zawsze bywa ekscytująca.
Marzec i Kwiecień 2025
Po zimowych migawkach, gdzie dominowały śniegowe refleksy i surowa paleta chłodnych tonów, marzec i kwiecień wlały w mój kadr długo wyczekiwane światło. Wiosna, choć kapryśna, w końcu dała się sfotografować – raz roziskrzonymi listkami na leszczynach, raz przezroczystym niebem nad Lombardią.
Italian vibes i miejskie kontrasty
Na przełomie kwietnia odwiedziliśmy Włochy – intensywny trip przez Lombardię, z bazą wypadową w Bergamo. Przemierzając brukowane zaułki starego miasta, czuliśmy pod podeszwami warstwy historii, a aparat notował geometryczne niuanse kamiennych portali i cieniste dziedzińce. Mediolan przywitał nas, jak na stolicę mody przystało – szybki, monumentalny, odrobinę pretensjonalny, ale za to pełen inspirujących tekstur i urbanistycznych przecięć.
A Como? To była czysta poezja odbita w tafli jeziora. Promienie słońca kładły się leniwie na czerwonych dachach, a pastelowe fasady willi zdawały się być zaprojektowane pod konkretne filtry VSCO. Natura i architektura wymiksowane w idealnych proporcjach – jak dobrze zbalansowane espresso doppio.
Święta, rowery i ogrodowe re-starty
Wielkanoc nadeszła cicho, niemal bez zapowiedzi, przynosząc rytuały, które dają chwilę stopklatki w pędzącym timeline’ie codzienności. To był czas bliskości, prostych smaków i pierwszych prób złapania wiosennego światła tuż przed złotą godziną.
W ogrodzie – klasyka: grabienie, cięcie, kopanie, ale też budowa pergoli, która wydawała się nie mieć końca. Ale też chwile totalnego mindfulness’u – ziemia pod paznokciami, szelest młodych liści, koncert drozdów. Równolegle ruszyły pierwsze poważniejsze wypady na dwóch kółkach – z dzieckiem na haku i aparatem w torbie. Asfalt jeszcze chłodny, wiatr czasem złośliwy, ale to już nie była zima – to był świeży, nieoszlifowany, wiosenny vibe.
Las, biwaki i planowanie unplugged moments
Z każdym dniem rośnie apetyt na naturę. W planach: biwaki pod gwiazdami, śniadania na karimacie i analogowe wieczory bez zasięgu. Chcemy uciec w las, zatracić się w teksturze kory, w dźwiękach świerszczy i zapachu dymu z ogniska. Aparat już nasmarowany, bateria pełna – ready for forest stories.
Wiosna przez szkło
To, co najbardziej uderza tej wiosny, to światło. Delikatne, miękkie, nieoczywiste. W kadrach przemyka więcej życia, koloru, emocji. Twarze przechodniów, poruszone trawy, cienie wędrujące po ścianach. Wszystko zaczyna znowu opowiadać historie.
Po zimowej hibernacji fotografii, teraz znów łapię ten flow. Świat nie tylko się budzi, ale wreszcie znowu dobrze wygląda przez wizjer. I tego się trzymam.
Peace!











































