Aksjomat Przestrzeni i Światła #Jul/Aug’25

⇞Aksjomat Przestrzeni i Światła⇞
Co dwumiesięczny cykl, który pokazuje mój świat widziany przez wizjer aparatu fotograficznego, a którego konsekwencją są powstałe eseje fotograficzne. Bywają niebanalne, zaskakujące, podobno nawet czasami zmuszające do myślenia, ale też i luźne, bez „artystycznej’ spiny i ciśnienia, choć nie ukrywam, że zawsze moją ambicją jest ukazanie najzwyklejszych momentów życia jako sztuki. Inspirację czerpię z różnych form sztuki – malarstwa, filmu, książek, które zawsze kreują pewien obraz przestrzeni w mojej głowie, który później staram się przenieść na zdjęcie, bo fotografia służy mi do przekazywania mojej filozofii życia. Oczywiście, czasem będą to truistyczne, niewyszukane wizje, bo trudno sfotografować kubek z poranną kawą tak, aby powstało z tego dzieło sztuki. I mimo że uważam, że w obecnym świecie skupia się zbyt dużą uwagę na inklinacje technologiczne, kosztem walorów estetycznych, czego przykładem jest Internet, który zalany jest idealnie oświetlonymi, wyostrzonymi jak żyleta fotografiami, które oglądamy i nawet jeśli chwilowo budzą zachwyt, szybko ulatują z naszej głowy i nigdy potem nie wracamy do nich myślami – co raczej mi się nie podoba i uważam to za nieporozumienie, to jednak w tym cyklu też raczej na wielki przewrót nie ma co liczyć, ale jeśli jakieś zdjęcie utkwi Wam w pamięci, albo wzbudzi jakieś emocje, to będę mile zaskoczony. Chodzi tu raczej o wcielenie w życie szeroko pojętej ideologii: “making ideas happen” i na tym właśnie chcę się skupić. Zamieszczone zdjęcia wykonane były zawsze w miesiącu, któremu poświęcony jest dany cykl, i pokazują co (nie)ciekawego wydarzyło się u mnie w czasie tego miesiąca, a nie załapało na osobny post: imprezy, koncerty, spotkania, sesje, ludzie, portrety, zwierzęta, przedmioty, kawa, a może i tosty francuskie, ale przede wszystkim codzienność, może momentami nudna, może schematyczna, ale prawdziwa, bo codzienność nie zawsze bywa ekscytująca.

Lato w obiektywie – dwa miesiące w prędkości światła

Tegoroczne wakacje minęły z prędkością światła. Czekałem na nie od dawna, jak dziecko odliczające dni do pierwszego dzwonka i – jak zwykle – nie zawiodły. Dwa miesiące pełne przygód, wyjazdów, nowych miejsc i ludzi, którzy wpisali się w pamięć niczym migawki w wizjerze aparatu.

Lipiec, choć kalendarzowo letni, pogodowo był najsłabszym miesiącem, odkąd sięgam pamięcią. Chmury i deszcz usiłowały zepchnąć słońce z piedestału, ale na szczęście sierpień odbił się niczym kontrastowa klisza, rozświetlając kadry i pozwalając cieszyć się pełnią lata.

Były podróże campervanem – po Polsce i Czechach – gdzie droga stawała się celem samym w sobie, a każdy postój miał smak odkrycia. Był festiwal Uroczysko, który – jak zawsze – okazał się doświadczeniem niepowtarzalnym, gęstym od muzyki, spotkań i opowieści.

Powstało mnóstwo kadrów, które będą wracać do mnie jeszcze długo, bo ich obróbka zajmie mi zapewne aż po zimowe wieczory. Zrodził się także cykl esejów i fotografii pod wspólnym tytułem „Letnie Światłocienie”, który stał się osobistą próbą uchwycenia efemeryczności lata – światła, cienia, ulotnych chwil.

Nie mogło zabraknąć roweru – tysiące kilometrów wykręcone w rytmie własnych myśli i wiatru, który towarzyszył niczym wierny kompan. To właśnie rowerowe wyprawy, obok aparatu, były dla mnie esencją tej wakacyjnej wolności.

Dziś, kiedy lato powoli chowa się za horyzontem, już tęsknię do kolejnego. Do jego intensywności, do podróży, do fotografii, do wszystkiego, co sprawia, że przez dwa miesiące świat wydaje się prostszy, piękniejszy i jakby bardziej nasz.

Peace!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze